środa, 3 marca 2010

Bam Margera and Friends in Barcelona

Bam po raz kolejny mnie zaskoczył...Spodziewałem się że odkąd dorobił się majątku na programie Viva La Bam będzie jeździł mniej i gorzej, ale ku memu zdziwieniu wciąż jest w dobrej formie. Ten filmik bardzo mnie inspiruję, dlatego się nim z Wami podzielę. Enjoy!

Wiosna!/Pierwszy dzień na desce

03.03.2010
Powoli zaczyna się wiosna, robi się coraz cieplej i topnieje śnieg, dzięki czemu w końcu widać kolor asfaltu. Postanowiłem wykorzystać okazję i pierwszy raz w tym roku wybrać się na deske. Droga na całą długość była sucha więc mogłem spokojnie jeździć, bez martwienia się o to, że wilgoć przyczyni się do szybszego rozwarstwiania się blatu.


Udałem się pod pobliskie gimnazjum, ponieważ jest tam więcej asfaltu niż w jakimkolwiek miejscu w mojej miejscowości i oczywiście tylko tam można znaleźć jakieś w miarę dobre schody (chodź muszę przyznać że podjazd jest fatalny, kółka zacinają się na kostce brukowej i w przeszłości niejednokrotnie gdy byłem już ustawiony do ollie (czyt. skoku)wywracałem się... wkurzająca sprawa.) Tak oto wyglądają:



Jak widać góra jest jeszcze w miarę w porządku, natomiast najgorzej jest przy lądowaniu, na dole pomiędzy kostkami są dużo większe szpary, ale nawet jeśli uda się coś z tych schodów skleić, to trzeba błyskawicznie zeskoczyć/złapać deskę bo inaczej... gleba.
Co do ilości asfaltu o której wspomniałem:

Odcinek drogi po którym zawsze jeżdżę ma 30 metrów, po jednej stronie jest chodnik a po drugiej wylany asfaltem parking, który jak widać na zdjęciu jest oddzielony od drogi odpływem na wodę (wiele flipów nauczyłem się robić właśnie nad odpływami, ponieważ nie są zbyt głębokie i nawet jeśli kółko wpadnie do środka to deska wyjedzie bez najdrobniejszego przycięcia). Najlepsze w tej miejscówce jest to, że ten 30 metrowy odcinek drogi jest odcięty progami zwalniającymi, dlatego nawet jeśli jedzie samochód to nie trzeba od razu uciekać na chodnik.

Fajną sprawą jest też wejście na halę sportową, są tam dwa poziomy kostki, na zdjęciu tego nie widać, ale stojąc na dole góra schodów jest na wysokości ramion, tak więc w tym miejscu można skleić coś efektownego...
Niestety wad nie brakuje: szara kostka brukowa w przeciwieństwie do różowej jest bardziej szorstka i jak już wcześniej wspomniałem ma większe szpary, w dodatku w tym miejscu grasuje woźny szkoły więc jazda tam to zły pomył, lepiej żyć z Nim w symbiozie, bo przymyka oko na to że jeżdżę niżej.

Można by było skleić tu niezłego wallride'a, ale w tym wypadku szara (czytaj: ta zła) kostka całkowicie uniemożliwia tam zrobienie czegokolwiek co wymaga odrobiny prędkości.

Kiedyś z tych schodków uczyłem się robić ollie i podstawowe flipy, teraz wykorzystuję je do slide'ów.

Teraz coś co bardzo mnie zdziwiło: pomimo długiej przerwy udało mi się zrobić manuala* na długość 30 metrów! W założeniu nie miał być tak długi, ba, założenia w ogóle nie było; po prostu jechałem i zacząłem go robić, prawdopodobnie dobrze ułożyłem stopy efektem czego łatwiej było mi utrzymać równowagę i ku memu zaskoczeniu "ręczny" wyszedł idealnie, od znaku do znaku. Myślę że mógłbym zrobić nawet i 50 czy 60 metrów, bo tak się składa że mam szczęście do manuala (co jest dla mnie szokiem bo przewracam się wiążąc buta), tyle że najzwyczajniej w świecie zabrakło mi prędkości i zatrzymałem się. (Wiem ile dokładnie przejechałem metrów, bo obok progu zwalniającego [o którym już napisałem] stoi znak, informujący o odległości pomiędzy jednym a drugim progiem)
*manual - prawdopodobnie 99,9% potencjalnych czytelników nie zna się na deskorolce, tak więc postaram się w skrócie objaśnić czym jest i na czym polega manual. Otóż manual polega na podniesieniu przodu bądź tyłu deski (ten drugi to nose manual), haczyk jest taki, że przez cały czas trzeba utrzymywać balans, ponieważ aby poprawnie zrobić manuala nie można ocierać tyłem deski, po prostu trzeba jechać na dwóch kółkach, a wygląda to mniej-więcej tak:

A teraz pokażę odległość:


(Tak na marginesie wspomnę, że kiedyś wielkim osiągnięciem było zrobienie manuala na długość tych pasów :D )


To by było na tyle. Pierwszy dzień na deskorolce w 2010 roku uznaję za przeciętny; obyło się bez flipów, szybko się zmęczyłem i w dodatku silny wiatr utrudniał jeżdżenie. Czy jeszcze kiedykolwiek stanę na desce? Tego nie wiem...